czwartek, 11 lutego 2010

Miś party

Tego się nie spodziewałem. Miś zaatakował z nieprzepartą, wewnętrzną mocą. Mikołaj wdział wacioka i gumofilce. Wielce z resztą na błoto praktyczne. I czapkę uszatkę. Marcin przyoblekł sznurek do snopowiązałek z nanizanymi rolkami ze srajtaśmą. Wyglądała na PRLowski oryginał. Dziękować bogom, nie była zużyta. Oprócz tego była jeszcze czysta z etykietą po occie. Albo jakoś na odwrót. Szczęśliwie nie próbowałem, bo żabów na zagryzkę nie było. W końcu zima jest, więc się mięso nie marnuje i nie skacze po łące.

Jak to na imprezę przystało, były konkursa przeróżne a ludzie to się tak śmiali i bawili, jak by ich kto giglał pod pachami. Najważniejsze, że nikt z tego śmiechu, no ... wiecie. Porządnie było. A co do konkursów, to było jedzenie łyżkami na łańcuchu, było ubieranie waciaka na czas, były też pozakonkursowe i wszędobylskie tańce i hulanki. Swawoli zbytnio nie było, bo teraz to kapitalizm, wiecie, mamy, więc wyszła.

Jak sobie tak na to wszystko patrzę, to socjalizmowi na pewno jestem wdzięczny za to, że taki fajny film przez niego popełnili.




0 komentarze:

Prześlij komentarz