Oczywiście mowa o zdjęciach.
Najpierw "Co". Powiem krótko - trzeba wiedzieć co chce się pokazać i po co to w ogóle pokazywać. Można się wtedy łatwiej i bardziej świadomie zmieścić w zakresie choćby od "łoo, zobaczcie jakie ładne, cudowny ten aparat" aż po "a ja właśnie chcę to pokazać i mam was gdzieś". Wszystko dozwolone. Doszedłem do wniosku (ładnie zresztą zapakowanego w pudełko, nawet o dziwo z kokardką było) że zdjęcia muszą poleżeć. Tak choćby trochę. W szufladzie oczywiście. Nabiera się do nich dystansu, inaczej na nie spogląda, łatwiej wybiera te najlepsze. Obróbka i publikacja na szybko? Owszem. Dla klienta albo do dziennika.
Teraz "Gdzie". Tu się robi problem. Można mieć własną stronę. Pewnie że tak. Taką, wiecie, absolutnie prywatną. Jej zaletą zwykle bywa ruch na poziomie zakrzaczonego transimperialnego gościńca łąka-pagórek w godzinach szczytu. Raz na kiedy pojawi się jakaś obłędna, wystraszona dusza, słychać odgłosy rozglądania, później cichy krzyk rozpaczy i to było by na tyle. No tak, można jeszcze publikować na forach internetowych. Owszem. Opcja dla twardych i zdeterminowanych, gdyż zwykle niemożliwe jest wpasować się w sprzeczne gusty forumowych wyjadaczy. Niektórzy z nich wiedzą lepiej od autora, co ów autor chciał pokazać i w dodatku jak powinien to zrobić. Jasnowidzenie przy tym zjawisku to pikuś. A o Krytyce niestety ludzie internetu rzadko kiedy mają pojęcie. Dobra, starczy, idziemy dalej. Serwisy społecznościowe. Pięknie. Ale warto pomyśleć nad grupą docelową. Jeśli serwis jest słitaśny (aż mi się niedobrze zrobiło) to zdjęcia też będą odbierane jako słitaśne (kurde, to słowo na mnie chyba niedobrze działa). Aha, fotograf też będzie słitaśny (błeeee). Byłbym zapomniał - silniki galerii zdjęć niektórych serwisów uwielbiają demolować zdjęcia. Bez ostrzeżenia zgniatają, rozmazują, rozciapują i wygładzają przygotowane i dopieszczone kadry. Trauma? Mało powiedziane. Nic już potem nie jest takie samo. Są jeszcze blogi oraz serwisy dedykowane. Na razie testuję.
Teraz "Ile". Wiecie, im mniej tym lepiej. Ostatnio naoglądałem się dużo galerii. Zrobiłem sobie dzień ześwirowanego internauty. Obułem odpowiedni skafander do surfowania, obczyściłem wymytą ścierą okulary, przyszykowałem sobie herbatę i valium z kofeiną, otworzyłem komputer i rozpocząłem oglądanie internetu. Dziwactwo, szczerze wam powiadam. Trochę powyżywałem się na samym sobie, katując się oglądaniem kompletnych galerii zdjęć. Oczywiście nie swoich, żeby taryfy ulgowej nie było. Widzicie, jeśli ktoś nie potrafi w jednym ciągu tematycznym zainteresować 5 pierwszymi fotografiami, to coś jest bardzo mocno nie tak. A zwykle, niestety, publikujący galerie uważają, że internauta będzie zainteresowany 50 zdjęciami. Większość podobnych. A po solidnym przesortowaniu zostaje i tak jakieś 5 unikatów, w dodatku różnej jakości i nie pierwszej świerzości. Wykombinowałem sobie wielce cwanie, że w obliczu tak druzgocących faktów, będę musiał pożądki we własnych portfolio zrobić.
I jeszcze bonusik. Czyli "jaki rozmiar". Żyjemy w XXI wieku, nie? Znaczy się, że jak ktoś ma monitor o szerokości 800 pixeli, to już jest serio wypas. A to że modemy są niemodne i ogólnie fuj, nie oznacza, że nikt z nich nie korzysta. 800 pixeli boku szerokiego jest bezpieczne. Ale 600 pixeli jest znacznie bezpieczniejsze. A stawiając do pionu owe 600 pixeli, całość niekiedy niebezpiecznie zbliża się do granicy wyjścia poza ekran. A lubicie przewijać w pionie oglądane zdjęcia? Nie, nie lubicie. Bez dyskusji.
Teraz drobinka konkretów.
portal - max rozmiar zdjęcia [pix] - pozostawia metadane
naszaklasa.pl - 600 x 800 - nie
maxmodels.pl - 680 x 540 - TAK
facebook.com - 600 x 400 - nie
blogger.com - ? x ? - TAK
Jak jeszcze jakieś będzie mi się chciało przetestować, dopiszę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

nooo taaakkkk............
OdpowiedzUsuń na zawszeMaro znów poza swoim wyprał i mój mózg... znów zgłupiałam co jest w końcu dobre a co złe ;P
Dobrem jest to, co uznasz jako dobro. A złem to, co uznasz za zło. Nie ma uniwersalnego dobra i zła, jest tylko odpowiedzialność za własne wybory. Czy muszę komentować notoryczny społeczny brak chęci do przyswajania wiedzy by w efekcie niemóc podejmować decyzji samodzielnie i nie brać na siebie odpowiedzialności?
OdpowiedzUsuń na zawszeBardzo dobry tekst. Tylko czy niektórzy go zrozumieją. Podobno czasem zło okazuje się dobrem i na odwrót. Podobno myślenie nie boli
OdpowiedzUsuń na zawszeDobra filozofia nie jest zła, prawda, ale dobrej filozofii jak na lekarstwo, niestety. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń na zawsze