poniedziałek, 30 kwietnia 2012

etno*c - wieczór kataloński


Ostatni, trzeci wieczór etno*cy poświęcony był kulturze katalonii. Postanowiłem obejrzeć zakończenie parady, która przemaszerowała przez aleje i dotarła do Delikatesów Kulturalncyh „La Hacienda”. Mimo to, zanim parada wyruszyła, udało mi się być świadkiem pokazu tańca katalońskiego.


Oglądając końcówkę pokazu umiejętności władania ogniem w wykonaniu grupy Diables żałowałem, że nie widziałem całego przemarszu. Snopy iskier, strumienie ognia i szczera radość, pełnia zabawy.



Po zakończeniu parady odbył się pokaz i degustacja wina hiszpańskiego a później na wielkim woku przed Delikatesami rozpoczęło się przygotowywanie tradycyjnej katalońskiej potrawy. Wszyscy wyszli z lokalu, zebrali się wokół kucharzy i zaczęli się bawić śpiewając, ciesząc się i głośno śmiejąc.

 


I to był straszny, sromotny błąd.

Po kilku minutach nastrój zabawy i beztroski przerwany został klaksonem i syreną policyjną. Cóż, policja została wezwana do opanowania i uciszenia grupy ludzi hałasujących po godzinie 22 w centrum Częstochowy. Przecież jest cisza nocna! Funkcjonariusze zachowali się moim zdaniem profesjonalnie i na poziomie. Nie robili nadzwyczajnych problemów, rozmawiali, wyjaśniali, pod koniec ich obecności widziałem że jest im głupio jako zwykłym ludziom. Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego na początku interwencji pojawiły się na chwilę cztery duże wozy policyjne jadące na sygnale świetlnym obok siebie całą szerokością ulicy Kilińskiego. Posiłki? Przypadek? Nie wiem i nie chcę wiedzieć! Dwa odjechały praktycznie od razu, a dwa, które stały chwilę dłużej udało mi się uchwycić na zdjęciu.



Ultimatum brzmiało „wejdźcie do pomieszczenia i nie hałasujcie”. Uczestnicy zabawy niechętnie wchodzili z powrotem do ciasnej przestrzeni. Zabawa była przy wspólnie gotowanym jedzeniu a rozgrzanego naczynia nie dało się wnieść do sali. Stałem z boku i patrzyłem jak bardzo różne są reakcje. Wszyscy się uciszyli i byli spokojni, część ludzi się nie przejmowała, inni nie dowierzali sytuacji, jeszcze inni głośno komentowali. Jedna z organizatorek uległa presji chwili, straciła spokój i płakała z bezsilności. Jeden z Czartów powiedział „Nie przejmuj się, robisz coś by to miasto rozruszać, by coś się wydarzyło. Policja powinna ochraniać tę imprezę a nie ją uciszać!”. Dało mi to mocno do myślenia. Później, gdy już jedzenie zostało rozdane pośród uczestników a naczynia wniesione do lokalu, policja odjechała a nastrój się poprawił. Zaczęły się śpiewy, wróciła część radości. I wtedy padło z ust jednej z osób z obsługi lokalu „albo będzie cicho albo kończymy imprezę”. Cóż, wyszedłem, bo migawka w moim aparacie faktycznie robi dużo hałasu i jest mi często głupio z tego powodu.

Mój wniosek? Długo, bardzo długo myślałem nad tym, czego byłem świadkiem. Jak to skomentować? Jak to spuentować? Jak opisać tę presję, jaka najpierw wywarta została przez anonimowego, zwyczajowo niezadowolonego obywatela za pomocą sił porządkowych. I co gorsza, jak ustosunkować się do owej presji, jaką później niektórzy kupili i podawali dalej, tłamsząc imprezę. I przyszła mi do głowy pewna analogia. Pomyślałem, że tej nocy Częstochowa pokazała swoje niechlubne oblicze. Jakie? Jeśli by sobie wyobrazić dotkniętą zębem czasu panią lekkich obyczajów, której to za wysługę lat zostało wykupione ubezpieczenie na zdrowie i darmowa opieka dentystyczna. I taka pani, będąc złośliwą, by nie musieć skorzystać z potrzebnej jej opieki dentystycznej wybiła sobie wszystkie zęby. A później wystąpiła o odszkodowanie. A jeszcze później podniosła cenę swych wątpliwej jakości usług, promując w nowym haśle reklamowym, że bez zębów jest klientowi przyjemniej. Tak. Właśnie tak. Dosadnie? Niestety, nie dość dosadnie by oddać cały niesmak sytuacji, jakiej byłem świadkiem. Pozostaje jeszcze nauka dla wszystkich, którzy ośmielają się cokolwiek tutaj organizować. Może należy każde wydarzenie zgłaszać jako imprezę masową, ogólną, wielką i o słusznej mocy? Być może właśnie wtedy niezadowoleni z życia kulturalnego miasta obywatele dzwoniąc na policję doświadczą stanowczej acz kulturalnej wizualizacji środkowego palca wystosowanego względem swych uwsteczniających, kulturo- i socjofobicznych kaprysów.

niedziela, 29 kwietnia 2012

etno*c - wieczór Saamów (lapoński)


Drugi wieczór etno*cy odbył się w przestrzeni Konduktorowni i prezentował kulturę Saamów, ludu żyjącego w Laponii. Przyszedłem na koncert zakańczający wieczór i miałem okazję zostać dotkniętym muzyką nieograniczoną przestrzenią, płynącą własnym tempem, inspirowaną pięknem natury. Wydobywaną z natury? Tak!

Koncert otworzył Per Niila Stalka, mistrz śpiewu joik o saamskich korzeniach. Pierwsze minuty, należące wyłącznie do niego, wypełnione były śpiewem niosącym wielką godność i szacunek, głębię mocy ściśniętej w krtani napiętej do granic możliwości. Była to niepowtarzalna okazja, by zderzyć się z przeszłością i ze świadomością własnej tożsamości. Bo kto z nas może i umie zaśpiewać pieśń, jaką grał czy śpiewał własny dziadek? Między innymi dla tego joik jest ponadczasowy, ukorzeniony w historii, trwały w obliczu przemijającej rzeki czasu oraz bardzo intymny, osobisty. Jestem dumny z tego, że mogłem tego doświadczyć.


Dalsza część koncertu należała do zespołu „Karpaty Magiczne”. Już wcześniej wspominałem o przestrzeni, swobodzie tempa i naturalnym rytmie. Powtarzam to świadomie, by choć w ten sposób próbować oddać to wszystko, co pozwalało zamknąć oczy i widzieć bezkres zielonej przestrzeni górskich pastwisk, panoramy je otaczającej i czuć ten inny zupełnie czas, będący bardziej trwaniem osadzonym w bezczasie. Była to uczta nie tylko muzyczna ale i poznawcza. Anna Nacher i Marek Styczyński sprawnie posługiwali się tak nietypowymi instrumentami jak choćby tampura, e-bow, drumle, cymbały santoor czy instrumenty pasterskie. Brzmienia te połączone zostały z efektami elektroniki analogowej takiej jak badoog i motophon. Niezastąpiony podkład wprowadzający w trans wykreowała grająca na gitarze basowej Małgorzata „Tekla” Tekiel, całkowicie oddając się magii muzyki. Koncert zamknął wspólny występ wszystkich muzyków, dokładając przysłowiową „kropkę” nad „i” i wieńcząc muzyczne dzieło wieczoru. Potwierdzenie znalazło powiedzenie, że pasterze się zawsze dogadają, niezależnie od tego skąd pochodzą.




Nie była to muzyka dla każdego słuchacza, co zresztą potwierdziła grupa ludzi opuszczających salę w pierwszej fazie koncertu. Ci jednak, którzy cenią sobie spokój ducha i potrafią zapomnieć o codziennej gonitwie za pędzącym szaleńczo po bruku ulicy elektrycznym szczurem, mieli okazję skosztować spokoju, przestrzeni i zaczerpnąć kolejną porcję siły by po prostu być. 


sobota, 28 kwietnia 2012

etno*c - wieczór egipski



Pierwszy dzień etno*cy organizowanej przez OPK Gaude Mater poświęcony był tematyce egipskiej. Impreza odbyła się w klubie Roxy. Były wykłady, prezentacje, warsztaty, pokaz tańca i pokaz makijażu, o którym napiszę w oddzielnym wpisie. Dzień zamknął koncert zespołu „Makam”. Do przyjścia na to wydarzenie zachęcił mnie Janusz Pawlikowski, szczerze polecając wysłuchanie Marii Pomianowskiej wraz z zespołem.

Muzyka żywa, tworzona przez ludzi będących tuż obok, zwykle jest wyjątkowa. W tym jednak przypadku doświadczenie koncertu wykroczyło poza ramy tego słowa. Muzycy stworzyli atmosferę niezwykle intymną, dzieląc się muzyką wypływającą z nich samych. Nie potrafię opisać pełni tego co czułem obserwując jak rozmawiają ze sobą gestem, spojrzeniem i muzyką. Przeszywającą, pełną opowieści drugiego człowieka o trudach życia i o potędze emocji zamkniętych gdzieś pośród piasków. Trudną i … w tym wszystkim wartą stawienia jej czoła, otworzenia się i przeżycia.Niezwykły był udział muzyka z Egiptu, Laitha Faisal Ali Suleimana. Jego gra na flecie, sposób bycia i udzielania się wprowadziły znaczący, egipski akcent. Pełen osobliwości a jednocześnie życzliwy, ciepły i radosny.

Pozostaje jeszcze wspomnieć o pomieszczeniu, w którym koncert się odbył. Niestety, nie było to najszczęśliwsze miejsce na takie wydarzenie. Teatr? Tak! Sala kameralna filharmonii? Tak! Klub? NIE!!! Na sali znalazło się wiele ludzi głośno rozmawiających o swoich sprawach, którzy po prostu przyszli na piwo czy kawę bez najmniejszego przygotowania. I bez większej wrażliwości. Był też niestrudzenie pikający serwis do kawy, elektronicznie wybijający kontrarytm przeszywającym piskiem. Były też problemy ze sprzężeniami. Głęboki dysonans między otoczeniem a muzykami sprawiał wrażenie próby zmieszania oleju i wody. Wyczuwalna bańka otaczająca scenę na kilka metrów wymagała od słuchacza wiele trudu by nie tylko posłuchać ale i prawdziwie poczuć tworzoną muzykę. Wysiłek potrzebny by przejść na drugą stronę owej granicy był dużym dyskomfortem. Jestem zdania, że taki koncert następnym razem warto przenieść w bardziej przyjazne i zdecydowanie bardziej kameralne środowisko. Z korzyścią zarówno dla muzyków, dla słuchaczy jak i dla subtelnej relacji jaka między nimi będzie miała się wtedy i miejsce, i okazję wytworzyć.

poniedziałek, 23 kwietnia 2012

O zdrowym odżywianiu i fotografii

Dziś otworzyłem swą skromną lodówkę i się zająknąłem. Matko i córko, skąd się TYLE tego wzięło??? Tak. Przez tyle czasu nie zwracałem uwagi, tylko sięgałem po kawę, odsypywałem herbatę czy łowiłem masło. A dziś ... bam! Odkryłem, że zajmowanie się fotografią wiąże się ze swoistą dietą! Nie powiem ścisłą, gdyż wbrew wszelkim pozorom jednak jadam ciepłe posiłki, które samemu udaje mi się wyczarować. I nie, proszę sobie wyobrazić, nie mówię o gorących wywoływaczach tylko o rosole. Albo żurku. A w każdym bądź razie o czymś do owych pierwowzorów podobnym. Wracając do lodówki i uprzedzając pytania - na szczęście jeszcze nie zdarzyło mi się omyłkowo sięgnąć po kliszę zamiast po coś do jedzenia czy picia. Mogło by to, co prawda, być ciekawe dla widzów, jednak aż takim wyczynowcem nie jestem. Optymistyczna nutka na koniec? Cieszę się, że papiery trzymam u przyjaciela w piwnicy ... ;)

wtorek, 1 czerwca 2010

Najgorsza krytyka

Dziś będzie tylko maciupka odrobina ględzenia. I to w dodatku potraktowana tak na serio. Przypomniało mi się kiedyś wypowiedziane przez moją koleżankę (pozdrawiam) stwierdzenie, że najgorszą rzeczą jaką można usłyszeć jest milczenie.

Oczywiście sprawa nie jest taka prosta, jak by się zdawać mogło. Ot, milczenie, a tu robią z igły widły. Otóż, owo milczenie może świadczyć o tym, że rozmówca nie ma pojęcia jak się wyrazić bo go zatkało bądź ze grozy bądź też z zachwytu. Kolejna możliwość jest taka, że rozmówca w ogóle nie ma pojęcia na temat meritum, więc dla bezpieczeństwa siedzi cicho coby po łbie nie dostać. Proszę mi jednak uwierzyć, niestety, jest jeszcze taka możliwość, iż krytyka zamieniła się w milczenie, gdyż wszystko co do tej pory było wypowiedziane czy zasugerowane, poszło tam, gdzie i tak wszystko idzie, w dodatku nie przynosząc najmniejszego efektu czy zmiany.

Niniejszym życzę tak wszystkim jak i sobie szczerych, wylewnych i konstruktywnych krytyków na swej drodze rozwoju :)

czwartek, 6 maja 2010

Kayah & Royal Quartet w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie

W czwartek, 6 maja 2010 roku, odbył się w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie koncert Kayah & Royal Quartet. Artyści wystąpili w ramach wspólnej trasy koncertowej. Widzowie mogli zapoznać się z interesującym połączeniem klasycznego brzmienia kwartetu smyczkowego z repertuarem Kayah.

Więcej informacji na www.stacjaczestochowa.info, a dokładnie ZAPOWIEDŹ, OPINIE, GALERIA





Maestro Penderecki i Siedem Bram Jerozolimy - zakończenie XX Festiwalu Gaude Mater

Jubileuszowy, XX Festiwal Muzyki Sakralnej Gaude Mater zakończony został 6 maja 2010 roku mistrzowskim wykonaniem monumentu „Siedem Bram Jerozolimy”, skomponowanego i poprowadzonego przez samego Krzysztofa Pendereckiego. W Archikatedrze p.w. św. Rodziny zagrało i zaśpiewało łącznie 250 muzyków: Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia, Polski Chór Kameralny Schola Cantorum Gedanensis, Chór Opery i Filharmonii Podlaskiej, Zespół Śpiewaków Miasta Katowice Camerata Silesia oraz soliści: Iwona Hossa – sopran, Sandra Trattnigg – sopran, Ewa Wolak – alt, Rafał Bartmiński – tenor, Tomasz Konieczny – bas. Narratorem był aktor, Jerzy Trela.

Cały artykuł znajduje się w serwisie www.stacjaczestochowa.info, dokładnie TUTAJ.



W trakcie tego koncertu pozwoliłem sobie na wsłuchanie się w treść wykonywanego dzieła. Właściwie trudno by mi było robić cokolwiek innego ze względu na jakość oraz formę, przed jaką zostałem postawiony. Schodzenie na ziemię po fakcie zajęło mi kilka dłuższych chwil. Aż sam byłem zdziwiony.

Po koncercie Mistrz udzielił krótkiego wywiadu. Urzekł mnie jego spokój i ciepło - odpowiadał na kolejne pytania siedząc na stoliku tuż obok sceny, machając sobie swobodnie jedną nogą.


Na koniec krótka rozmowa i wymiana spostrzeżeń. Zdjęcie poniższe wykonał Marcin Szpądrowski.