Ostatni,
trzeci wieczór etno*cy poświęcony był kulturze katalonii.
Postanowiłem obejrzeć zakończenie parady, która przemaszerowała
przez aleje i dotarła do Delikatesów Kulturalncyh „La Hacienda”.
Mimo to, zanim parada wyruszyła, udało mi się być świadkiem
pokazu tańca katalońskiego.
Oglądając końcówkę pokazu
umiejętności władania ogniem w wykonaniu grupy Diables żałowałem,
że nie widziałem całego przemarszu. Snopy iskier, strumienie ognia
i szczera radość, pełnia zabawy.
Po zakończeniu parady odbył się
pokaz i degustacja wina hiszpańskiego a później na wielkim woku
przed Delikatesami rozpoczęło się przygotowywanie tradycyjnej
katalońskiej potrawy. Wszyscy wyszli z lokalu, zebrali się wokół
kucharzy i zaczęli się bawić śpiewając, ciesząc się i głośno
śmiejąc.
I to był straszny, sromotny błąd.
Po kilku minutach nastrój zabawy i
beztroski przerwany został klaksonem i syreną policyjną. Cóż,
policja została wezwana do opanowania i uciszenia grupy ludzi
hałasujących po godzinie 22 w centrum Częstochowy. Przecież jest
cisza nocna! Funkcjonariusze zachowali się moim zdaniem
profesjonalnie i na poziomie. Nie robili nadzwyczajnych problemów,
rozmawiali, wyjaśniali, pod koniec ich obecności widziałem że
jest im głupio jako zwykłym ludziom. Nie potrafię odpowiedzieć,
dlaczego na początku interwencji pojawiły się na chwilę cztery
duże wozy policyjne jadące na sygnale świetlnym obok siebie całą
szerokością ulicy Kilińskiego. Posiłki? Przypadek? Nie wiem i nie
chcę wiedzieć! Dwa odjechały praktycznie od razu, a dwa, które
stały chwilę dłużej udało mi się uchwycić na zdjęciu.
Ultimatum brzmiało „wejdźcie do
pomieszczenia i nie hałasujcie”. Uczestnicy zabawy niechętnie
wchodzili z powrotem do ciasnej przestrzeni. Zabawa była przy
wspólnie gotowanym jedzeniu a rozgrzanego naczynia nie dało się
wnieść do sali. Stałem z boku i patrzyłem jak bardzo różne są
reakcje. Wszyscy się uciszyli i byli spokojni, część ludzi się
nie przejmowała, inni nie dowierzali sytuacji, jeszcze inni głośno
komentowali. Jedna z organizatorek uległa presji chwili, straciła
spokój i płakała z bezsilności. Jeden z Czartów
powiedział „Nie przejmuj się, robisz coś by to miasto rozruszać,
by coś się wydarzyło. Policja powinna ochraniać tę imprezę a
nie ją uciszać!”. Dało mi to mocno do myślenia. Później, gdy
już jedzenie zostało rozdane pośród uczestników a naczynia
wniesione do lokalu, policja odjechała a nastrój się poprawił.
Zaczęły się śpiewy, wróciła część radości. I wtedy padło z
ust jednej z osób z obsługi lokalu „albo będzie cicho albo
kończymy imprezę”. Cóż, wyszedłem, bo migawka w moim aparacie
faktycznie robi dużo hałasu i jest mi często głupio z tego
powodu.
Mój wniosek? Długo, bardzo długo
myślałem nad tym, czego byłem świadkiem. Jak to skomentować? Jak
to spuentować? Jak opisać tę presję, jaka najpierw wywarta
została przez anonimowego, zwyczajowo niezadowolonego obywatela za
pomocą sił porządkowych. I co gorsza, jak ustosunkować się do
owej presji, jaką później niektórzy kupili i podawali dalej,
tłamsząc imprezę. I przyszła mi do głowy pewna analogia.
Pomyślałem, że tej nocy Częstochowa pokazała swoje niechlubne
oblicze. Jakie? Jeśli by sobie wyobrazić dotkniętą zębem czasu
panią lekkich obyczajów, której to za wysługę lat zostało
wykupione ubezpieczenie na zdrowie i darmowa opieka dentystyczna. I
taka pani, będąc złośliwą, by nie musieć skorzystać z potrzebnej jej opieki
dentystycznej wybiła sobie wszystkie zęby. A później wystąpiła
o odszkodowanie. A jeszcze później podniosła cenę swych wątpliwej
jakości usług, promując w nowym haśle reklamowym, że bez zębów
jest klientowi przyjemniej. Tak. Właśnie tak. Dosadnie? Niestety,
nie dość dosadnie by oddać cały niesmak sytuacji, jakiej byłem
świadkiem. Pozostaje jeszcze nauka dla wszystkich, którzy ośmielają
się cokolwiek tutaj organizować. Może należy każde wydarzenie
zgłaszać jako imprezę masową, ogólną, wielką i o słusznej
mocy? Być może właśnie wtedy niezadowoleni z życia kulturalnego
miasta obywatele dzwoniąc na policję doświadczą stanowczej acz
kulturalnej wizualizacji środkowego palca wystosowanego względem swych
uwsteczniających, kulturo- i socjofobicznych kaprysów.






















